Ukraina...Karpaty...do pracy na koniu...wzdłuż rzeki...po rzece...rzeką... przez lasy i pola...i góry....i doliny...konie koniki kochane...zawieźcie mnie proszę...zawieźcie tam gdzie co dzień...
Jedliśmy śniadanie...zwykła czynność przecież...wkładałam właśnie kanapkę do ust...gdy nagle kontem oka zobaczyłam ..mężczyznę na koniu ..za nim następnego...i już nie wiem...czy kolejny był naprawdę...czy jedynie mi się zdawało... przecież próżnia wokół totalna...o 7 rano??zapomniałam, że konie służą jeszcze jako środek transportu...do pracy...na przykład...wysoko w górach...samochód nie sprawdzi się i nie poniesie jak trzeba...wszystko wyglądało jak na westernie...oj ...tak...
piątek, 8 czerwca 2012
piątek, 2 września 2011
dziki...dziki dzik
Dzień 27.082011 rano, raniutko wstajemy ...zabieramy najpotrzebniejsze pakuneczki i wyruszamy...dodam, że dzień wcześniej pomysł na ów wypad został zażegnany ...a mimo wszystko powrócił w tempie błyskawicznym...spaliśmy jakieś 4 godziny...ale przecież góóóóryyy :) zatem ....ryk silnika i jesteśmy. Raczkowa Dolina...Dolina Jamnicka, pogoda cudna...widoki przepiękne...pierwsza trasa...szlak zielony..bardzo trudny..idziemy pod wielką stromiznę...przysiadamy na chwilkę...odpoczywamy...a tu ryk...bynajmniej już nie silnika...oniemiałam, ale ponieważ zdarzyło się nam już uciekać...kiedyś przed wilkiem...a i przed dzikiem... (Monti Sibillini -wąwóz Inferno...a właściwie podejście pod wąwóz...siedmiokilometrowe w ciemną noc ...w efekcie czego zaliczyliśmy nocleg w Monte Monaco pod kościołem ...) zdjęliśmy kamień z serca...wzięliśmy go w dłoń( tak na wszelki wypadek) i pognaliśmy cichym krokiem w nieco innym kierunku...w dół... teren opisany był jako niedźwiedzi...byliśmy chyba jedynymi ludźmi na szlaku...przynajmniej na odcinku, w którym się znajdowaliśmy ...ogólnie szlak wyglądał na mało uczęszczany...kolejnym podejściem był Wołowiec (szczyt w Tatrach Zachodnich o wysokości 2064 m n.p.m.)... pogoda jednak zabrała nam widoki...gdy wracaliśmy odsłoniło się wiele...jezioro, góry, jelenie na zboczu...wrażenie podwójnej radości, że wreszcie mogę popatrzeć, że dzikość przyprawia nas o dreszcze ...że dziki są, że są dzikie , i ,że ja trochę przestaję dziczeć dzięki temu, że tam jestem...
Subskrybuj:
Posty (Atom)

